Ucieka nam czas...

Zegarek nastawiony na 6.40. Szybciutko szykuję się ja, potem idę budzić Martuśke. Na szczęście córcia samodzielna bardzo i nie potrzebuje mamy rano.
Tradycyjne marudzenie, że sie jeszcze nie wyspałem, ale cóż dziś dzień szkolny, nie ma lekko, obowiązek to obowiązek.
W szkole edukacja wczesnoszkolna i religia. Wracamy do domu ok 11 tej.
Po drodze szybkie zakupy w osiedlowym sklepiku.
Drugie śniadanko, najczęściej odżywka no i koniecznie odpoczynek na leżaka przy komputerze.
O 13 w domu lekcje z angielskiego (mi się udaje wtedy podszykować obiad dla reszty rodzinki), matka zawsze w zasięgu i gotowości na odsysanie bądź jako tłumacz (bo czasami jeszcze trudno zrozumieć co uczeń mówi).
Pomiędzy 14 a 15 chwila relaksu.
O 15-tej  do domu wraca córcia, głodna i spragniona podzielić się wydarzeniami szkolnymi, więc chwila znaleźć się musi.
Marta i Oskar  to z tatusiem pogada, pobawi się i pogra na kompie ( w to w co się nie da z mamą).
Ja w tym czasie próbuję ogarnąć dom,a potem zmykam na godzinkę na rower, albo na kawusię do koleżanki.
Kolacja, toaleta wieczorna Młodego. Na zegarku 22.30 dziecko młodsze zasypia.
Jest chwila spokoju, na książkę, na nocne wiadomości.

Brak komentarzy:

Copyright © 2016 Po drugiej stronie czasu , Blogger